Nauka gry na gitarze



Mostek gitarowy EverTune

ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Ci pierwsi są zachwyceni idealną intonacją i genialną prostotą pomysłu. Przeciwnicy natomiast uważają, że takie rozwiązanie czyni instrument odrobinę bezdusznym a minimalny dysonans nadaje charakteru gitarze. (więcej)

Kolega Grohla

Josh Homme, umieścił w internecie filmik, który demaskuje uzależnienie Dave'a od kawy. Podobno z powodu przedawkowania kofeiny słynny perkusista trafił do szpitala. Tak na prawdę nie wiadomo czy jest to prawdą, czy to tylko żartem, znanego z dziwnego poczucia humoru, Josha. (więcej)

Chuck Berry był twórcą

oryginalnego sposobu poruszania się na scenie, który został nazwany "kaczym chodem" (duck-walk). Od tego czasu wielu gitarzystów inspiruje się tym efektownym "tańcem". (więcej)

Gibson Explorer powstał

na fali fascynacji sztuką abstrakcyjną, opartą o geometryczne kształty. Obecnie instrument stał się jednym z ulubionych w kręgu muzyków heavy-metalowych. (więcej)

Tagi

  • Forever 27 Club
  • Robert Johnson
  • Kurt Cobain
  • Brian Jones
  • Jimi Hendrix
  • Janis Joplin
  • Jim Morrison
  • Amy Winehouse
  • Muzycy
  • Artyści
  • Gitarzyści
  • Wokaliści

Klub 27 - wiecznie młodzi

2012-03-06 15:54
Szczur
Klub 27, zwany również „Forever 27 Club” to termin odwołujący się do znanych artystów międzynarodowej sceny muzycznej, którzy zmarli w dwudziestym siódmym roku swojego życia. Powstało wokół niego wiele szumu, co spowodowane jest wciąż narastającą ilością cenionych muzyków rockowych, bluesowych czy r&b, którzy z różnych powodów w tak młodym wieku odeszli z tego świata. Na jaki moment przypada jednak początek tych tragedii, jaka jest tego przyczyna i jak na ten temat wypowiadają się naukowcy? Czy „Klub 27” w ogóle istnieje?

Pierwsze przypadki śmierci w wieku dwudziestu siedmiu lat przypadły na rok 1908 (śmierć Louisa Chauvina) oraz następujących kolejno po nim Roberta Johnsona, Jessego Belvina, Rudyego Lewisa i Malcolma Hale. Do najbardziej popularnych członków klubu, a więc przedstawicieli niechlubnej grupy należy Brian Jones, którego ciało znaleziono nocą w basenie w roku 1969. Spekuluje się, że został utopiony przez robotnika Franka Thorogooda. Dom współzałożyciela The Rolling Stones został tego samego wieczoru okradziony z nagrań i pamiątek.
Brian Jones
Brian Jones, źródło: Wikipedia

Już rok później scena muzyczna straciła kolejnych wybitnych artystów – Jimiego Hendrixa i Janis Joplin. 17 września 1970 roku Hendrix napisał poemat „The Story of Life”, następnie popijając czerwone wino zażył dziewięć tabletek nasennych. Po kilku godzinach obudziły go wymioty i duszności, a stwierdzony zgon spowodowany był najprawdopodobniej zachłyśnięciem się wymiocinami. W organizmie wirtuoza gitary znaleziono amfetaminę, Seconal, Allobarbital, Durophet oraz wyżej wspomniany Vesperax nasenny. Życie Janis Joplin przepełnione było wszelkiego rodzaju nałogami – poczynając od alkoholu, kończąc na narkotykach. Niedługo przed ukazaniem się na rynku nowego albumu „Pearl 4”, Janis znaleziona została w pokoju w hotelu w Hollywood. Zmarła wskutek przedawkowania heroiny i morfiny.
Jenis Joplin
Jenis Joplin, źródło: Wikipedia

Kolejny rok przyniósł utratę kolejnej legendy – Jima Morrisona. Pojawiło się wiele hipotez dotyczących jego nagłej śmierci – pierwsza z nich dotyczyła przedawkowania heroiny i ta również okazała się być najbardziej prawdopodobną. Jego ciało znaleziono bowiem w wannie pełnej zimnej wody, a w taki właśnie sposób odratowywano osoby, które przedawkowały narkotyk.
Jim Morrison
Jim Morrison, źródło: Wikipedia

Te trzy lata na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przyniosły ogromną stratę i ubytek dla światowej muzyki wszelkiego gatunku. Przez kolejne dekady do „Forever 27” dołączały coraz to nowsze nazwiska – Linda Jones, Leslie Harley, Peter Ham, czy Helmut Collen. Okazało się jednak, że to dopiero początek długiej, nie kończącej się listy artystów, które zmarły mając przed sobą całe życie, karierę oraz możliwości na stworzenie niezapomnianych dla całego świata brzmień. Po dwudziestu trzech latach od ostatniej najbardziej nagłośnionej i najczęściej wspominanej tragedii do „Klubu 27” dołączył Kurt Cobain. Cierpiący już od dłuższego czasu na problemy z psychiką artysta przedawkował Rohypnol i popił go alkoholem. Gdy jednak po jednym dniu wybudzono go ze śpiączki, zaprzeczył wszelkim spekulacjom o jego próbie samobójczej. Pod koniec tego samego miesiąca przyjęto go do Centrum Odwykowego Exodus, z którego uciekł po upływie zaledwie dwóch dób. 8 kwietnia 1994 w jego domu znaleziono ciało artysty, życie odebrał sobie poprzez strzał w głowę. W książce „Heavier Than Heaven” siostra Cobaina wyznaje, że artysta w dzieciństwie nieraz wspominał, że chciałby wstąpić do słynnego klubu.
Kurt Cobain
Kurt Cobain, źródło: Morrisonhotelgallery.com

Lista nieustannie się powiększała. Przyczyny zgonów dotyczyły wypadków samochodowych, przedawkowania narkotyków i alkoholu, samobójstw i zatruć. I choć od roku 1994 nie mówiło się już tak wiele o grupie zmarłych artystów, to przełom nastąpił w roku 2011, kiedy 23 lipca zmarła Amy Winehouse. Ciało artystki znaleziono w jej mieszkaniu. Jako przyczynę zgonu podano wstrząs spowodowany dobrowolnym przedawkowaniem alkoholu. Piosenkarkę r&b dodano do członków „Forever 27” i temat znów powróciły na języki całego świata.
Amy Winehaouse
Amy Winehaouse, źródło: Wikipedia

Badania „Brithis Medical Journal” wykazują, że artyści w tak młodym wieku umierają trzy razy częściej niż ci starsi. Nie powoduje to jednak, że śmierć muzyków w wieku dwudziestu siedmiu lat wyróżnia się w jakikolwiek sposób na tle innych. BMJ neguje więc istnienie grupy „27”, dodając, że współcześni artyści mają lepsze możliwości na długie życie i karierę dzięki wciąż rozwijającej się medycynie. Śmierć - czy to młodszych, czy to starszych muzyków – zdarza się więc rzadziej niż w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych.

Bez wątpliwości „Klub 27” istnieje. Świadczy o tym lista kilkudziesięciu wybitnych artystów, która niestety nieustannie się powiększa. Choć przyczyny zgonów legendarnych muzyków są różne, to w większości przypadków znane jest tylko jedno źródło, jedna przyczyna – showbiznes. Nieustanny stres, dążenie do sławy i późniejsze przejęcie na swoje barki jej ciężaru. Gwiazdy swoje cierpienie czy brak sił na tego typu wyzwania powierzały głównie narkotykom i alkoholowi, które uwolnić ich miały od męki i myśli, miały postawić ich na nogi. Pozostaje nam nadzieja, że wybitny artyści będą kontynuowali swoją twórczość przez długie lata, że liczba członków „Forever 27” nie powiększy się i że tragiczna śmierć Amy Winehouse była ostatnią z jaką fani muzyki na całym świecie musieli się zmierzyć.

Komentarze

Szczur
2012-07-03 13:20:57

Nie zgadam się z tobą. Ona jakby nie patrzeć była symbolem naszych czasów. Głos miała niesamowity i tego nie można nie zauważyć. Choć nie przepadam za jej muzyką uważam, że artystką była nieprzeciętną i zjawiskową. Problem tkwi w tym, że wielu ludzi nie chce zaakceptować tego, że muzyka się rozwija, świat się zmienia i wzdychają całe życie do legend z lat 60, 70 i 80.

ja
2012-06-22 14:23:19

Amy nie powinno tu być, Hendrix, Cobain, Joplin, Morrison i Jones coś po sobie zostawili, zmienili świat muzyki(na lepszy oczywiście) a ona ładnie śpiewała i tyle. Myślę ,że za kilka lat świat o niej zapomni Bo się niczym specjalnym nie wyróżniała, jej sława jest głównie dzięki narkotykom, a nie twórczości. Kurt, Janis, Jim, Jimi i Brian, żyją w naszych sercach po kilkadziesiąt, kilkanaście lat o nich nigdy nie zapomnimy, a Amy ,szkoda gadać...

Napisz komentarz

Drogie czytelniczki / drodzy czytelnicy.
Wszystkie komentarze są moderowane, z tego też powodu proszę nie umieszczać komentarzy obraźliwych. Komentarz nie może zawierać linków do innych stron. Wasze komentarze będą ukazywać się z pewnym opóźnieniem.